• Wpisów:68
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 08:24
  • Licznik odwiedzin:1 921 / 1461 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
SŁUCHAJCIE JEŚLII CHCECIE NADAL ŚLEDZIĆ "ŻYCIE" JENNY ROSE ZAPRASZAM TUTAJ ---> http://pamietnikjennyrose.blogspot.com/
NIE BĘDĘ JUŻ TU PISAĆ POSTÓW!! POZDRAWIAM, BUŹKI
 

 
Po wyznaniu Bill'a uczniowie naszego liceum wyśmiewają się z nas. Pomimo tego, że Bill przepraszał mnie już tysiąc razy, ja nadal jestem upokażana w szkole. Nawet dał mi już parę razy kwiaty - moje ukochane róże w kolorze herbaty.
Dziś po zajęciach widzałam B z tyłu szkoły, siedzącego na schodach.
-Srasznie, strasznie, strasznie, strasznie przepraszam! - powiedział chłopak, gdy podeszłam i usiadłam obok niego, otulił wtedy twarz dłońmi.
- Przestań już, ta sprawa nie jest warta tylu przeprosin, poza tym ja już dawno ci wybaczyłam. - odpowiedziałam kładąc rękę na jego ramionach.
- Ale teraz się z ciebie nasmiewają... Ze mnie też, ale to mniej ważne. - mówił zawiedziony.
- To w ogóle nie jest ważne! - uklękłam przed nim na niższym stopniu - Kocham cię. - szepnęłam uśmiechając się i podnosząc jego głowę.
- Co? - otworzył bardzo szeroko oczy i przybrał ogromnie zdziwioną minę - Kochasz?
- Jak wariatka. - zaśmiałam się.
- Mówisz mi to po raz pierwszy odkąd jesteśmy razem. - uchwycił moje dłonie.
- Wiem precież, po prostu nie miałam odwagi, żeby ci o tym powiedzieć.
I wtedy TO się stało. B mnie pocałował! Ujął mój podbródek, zbliżył się i musnął delikatnie moje wargi swoimi miękkimi ustami. Powtórzył kilkakrotnie tę czynność... Czułam się niesamowicie!






Od autorki:
Mamy tu zakochaną Jen...
I jak, może być???
Bużki
 

 
Chyba już nigdy nie będzie normalnie... Dziś wróciłam do szkoły, ponieważ już wyzdrowiałam. Miałam przerwę pomiędzy piątą a szóstą lekcją, gdy wszyscy zaczęli podchodzić do okien oraz wychodzić na zewnątrz. Powodem tego zainteresowania był Bill! Tak, ten sam Bill, który wyznał mi miłość! Zrobił okropne zamieszanie przy wejściu głównym. Pobwieszał ściany budynku kartkami, na których było napisane "KOCHAM JENNY ROSE!" lub "JEN KOCHAM CIĘ!". Nie mogłam uwierzyć! Po paru minutach nawet zaczął krzyczeć te hasła! Czy on jest normalny? Od razu wybiegłam przed szkołę.
- Bill! - wszystkie osoby okrążające go przestały się śmiać i zwróciły swój wzrok na mnie.
- Jenny - usmiechnął się.
- Co ty robisz?! - krzyknęłam.
- Nie podoba ci się? To wszystko dla ciebie. - powiedział nadal z uśmiechem na twarzy.
Popatrzyłam na niego ze łzami w oczach. Następnie odwróciłam się na pięcie i wróciłam pod klasę. Oddalając sie słyszałam głośne śmiechy. Wtedy Katy do mnie podeszła.
- O matko! Ale on jest słodki! Wiedziałaś o tym? - skakała z radości.
- Słodkie?! Teraz wszyscy się ze mnie śmieją! - odrzekłam zażenowana.
- No i co z tego? On cię kocha! Chciałabym żeby jakiś chłopak zrobił coś takiego dla mnie... - marzyła.
- Ale ty nie roumiesz, że nie mam już życia w tej szkole? - nadal dramatyzowałam.
- Musisz jeszcze do tego dorosnąć... - wywyższyła się.
- Oh Katy... Chyba się zwolnię z algebry. - jęknęłam - Dzwonię po Louis'a albo mamę.
Następnie przyjechała po mnie mama. Wracając do domu zachaczyłyśmy o Milker'a, kupiłam sobie shake bananowy z niewielką ilością mango, a mama truskawkowy z borówką. Pijąc rozpoczęła rozmowę.
- Kochanie, co jest?
- Aj... - wymsknęło mi się - Nic.
- Myszko ja widzę, że coś jest na rzeczy, co się stało? - ponownie spytała.
- Bill... On dziś zrobił straszną aferę na całą szkołę. Teraz musisz mnie przenieść do innej szkoły. - odpowiedziałam.
- Co?! - odrzekła wzburzona- Jak to przenieść?! Słonko, co on zrobił!?
- Krzyczał, że mnie kocha - odparłam cicho, a mama się zaśmiała.
- Ale to słodkie! - wykrzyknęła.
- To nie jest słodkie! Teraz nie będę miała życia w szkole!
- Pączuś, dramatyzujesz i tyle... - zbagatelizowała.





Od autorki:
MASAKRA ;-;
Buźki
 

 
Dziś nie było mnie w szkole. Jestem chora i potwornie zmęczona. Parę dni temu byłam z mamą i Louis'em (jej chłopakiem) na ognisku. Piekliśmy kiełbaski i jedliśmy je później. Niestety, ubrałam się dość skąpo, ponieważ myślałam, że będzie ciepło, ale zawsze jest inaczej. Było ogromnie zimno! Przeziębiłam się, boli mnie głowa, tak samo, jak gardło; mam także ogropny katar...
Myślałam, że po zajęciach w szkole przyjdzie do mnie Linzy albo Katy, ale nikogo nie było.
Przygotowywałam sobie kolejną porcję leków w kuchni, gdy usłyszałam dzwięk dzwonka u drzwi. To był Bill. Przyszedł, bo chciał zobaczyć co u mnie. Owinięta w szary koc w różowe kropki i ubrana w piżamę, stukając kapciami w kotki podeszłam do wejścia.
- Cześć Jenny. - ujrzałam uśmiechniętego chłopaka.
- Hej Bill. - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Wszystko OK? Nie było cię dziś w szkole... - zaczął mówić.
- Tak, tak. Wszystko dobrze. - przerwałam mu. - Tylko się przeziębiłam.
- Aha. - odrzekł cicho. - Mogę wejść, czy raczej nie?
- Mhm. - potaknęłam. - Chodź.
Po chwili znaleźliśmy się w salonie. B usiadł na białej kanapie i oparł się na czarnej poduszce.
- Chcesz się czegoś napić? - zapytałam - Sok pomarańczowy lub mleko truskawkowe.
- Nie dzięki.
- Ok, ale jak byś chciał się napić to mów - mrugnęłam okiem.
- Wiesz, przyszedłem także po to - mówił - żeby zapytać się, czy mam u ciebie jakieś szanse?
- C-Co? - zaksztusiłam się napojem.
- Rozumiesz, bo ja... Trudno mi się o tym mówi, ale... Tak jak już wspominałem jesteś dla mnie ważna i w ogóle kocham cię i... No i chciałem wiedzieć, czy mam u ciebie jakiekolwiek szanse... - nadal kaszląc mrugnęłam oczami.
- No wiesz, zawsze są jakieś szanse, ale nie rozumiem, jak to kochasz?! - nie dowierzając - KOCHASZ? Jak to możliwe? Od kiedy? Co?
- Nie pamiętasz balu?
I wtedy do mnie dotarło, wszystkie sytuacje związane z Bill'em, wszystko co dla mnie miłego zrobił, jak mnie denerwował, a później przepraszał, wszystko to było spowodowane TYM uczuciem, którym mnie darzył. Nie miałam o tym pojęcia. Nie mogąc nic powiedzieć tylko westchnęłam. Wpatrzona w niego, jak w obrazek. Siedziałam w fotelu i patrzyłam.
- Jen?
- Tak, tak. - "ocknęłam" się.
- Więc... ? - dopytywał.
- Ale co? - zachowywałam się tak, jakby ktoś mnie dopiero obudził, kompletnie nieprzytomna.
- Mam szanse, czy nie? - zaczął się niecierpliwić.
- Ah... - westchnęłam i chwilę myślałam - Oczywiście, że masz.
Dotarło do mnie, że Bill jest naprawdę ważną dla mnie osobą. Był taki ucieszony! Od razu wstał, podszedł do mnie i mnie przytulił. Wstałam i odwzajemniłam uścisk. To jakieś takie dziwne uczucie. Uśmiechnęłam się tylko.
- Cześć miśki. - usłyszałam głęboki głos Louis'a.
- Louis?! Co ty tu robisz? - prawie wykrzyknęłam. Była godzina 150, a on przychodzi najwcześniej o 190!
- Spoko misiek, chwila, robię frytki i znikam w pokoju.
No i z czułości byłoby na tyle. B chwilę później poszedł do domu pozostawiając mi zeszyty, które dała mu Liz, a ja rozkoszowałam się wspomnieniami i sokiem.


Od autorki:
Hej Przepraszam, że tak długo czekaliście, ale nie miałam czasu. Poza tym wiem, że ten rozdział jest taki... NUDNY. Niestety, nie miałam pommysłu na sytuację, która połączy Bill'a oraz Jenny.
Buźki
  • awatar Pamiętnik Jenny Rose: @Dreams <gość>: Jezu ;3 dziękuję :*
  • awatar Gość: BOSKIE! Nudne? Serio? Nigdy nie widziałam takiego genialnego bloga! N-I-E-S-A-M-O-W-I-T-E!!!! *-* Dlaczego ja nie umiem tak świetnie pisać? Nie można tego opisać słowami! Jestem zachwycona! <3333 Love, Dreams :*
  • awatar Pamiętnik Jenny Rose: @NaszeKochaneŚwinki: Dzięki <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dzisiaj byłam z mamą na basenie w ramach kary za "pobicie" Katy... W sumie to tylko wyjście z mamą. Każdy, raz na jakiś czas wychodzi gdzieś z rodzicami. To miało być normalne wyjście - ja i mama, ewentualnie ktoś jeszcze, bo mogłam kogoś zaprosić. Jednak nic nie działo się tak, jak chciałam.
Przed wejściem na pływalnie poszłam do małego kiosku znajdującego się niedaleko budynku, aby kupić sobie wodę mineralną. Po powrocie nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
- Mamo! Mówiłaś, że idziemy same! - szepnęłam podchodząc do niej.
- Koteczku, mogłaś wziąć tutaj kogo chcesz, ale tego nie zrobiłaś, więc ja wykorzystałam to i zaprosiłam Amandę, która wzięła Katy razem ze sobą. - powiedziała z uśmiechem.
- Ale no mamo! To miała być kara. - jęknęłam.
- Kochanie, to jest kara. - odpowiedziała.
- Mamo! Chwila, chwila, chwila! Kara?! To są tortury! - podniosłam głos.
- Miśku, mów ciszej, bo usłyszą. - upomniała mnie.
- No to właśnie dobrze, że usłyszą - mrugnęłam okiem - pójdą sobie, a my popływamy, co ty na to? - uśmiechnęłam się.
- Jenny! - groźnie na mnie spojżała - Twoje zachowanie jest karygodne! - faktycznie, źle się zachowywałam, ale ja nie dam rady! Nie dość, że muszę patrzeć na nią w szkole to jeszcze spędzam z nią popołudnia...
- Ok, przepraszam - wtuliłam się w ramię mamy.
Później poszłyśmy do szatni, gdzie sie przebrałyśmy, a następnie weszłyśmy na salę. Obie matki udały się do jacuzzi pozostawiając mnie i Katy same. Nie odzywając się do zdrajczyni weszłam do dużego basenu, to znaczy chciałam wejść, ale ta woda była strasznie zimna! Usiadłam na brzegu maczając nogi. Spojrzałam w stronę zjeżdżalni, które niegdyś były jedyną atrakcją na basenie. Po chwili usiadła obok mnie Katy i położyła rękę na moim ramienu.
- Głupio mi z tego powodu... - powiedziała patrząc na małe fale przelewające się na płytki.
- Mi także. - westchnęłam. Dziewczyna zerknęła na mnie. Miała zdziwioną minę, ale się nie odezwała. - Niemądrze postąpiłam, uświadomiła mnie w tym mama. Strasznie mi przykro... - ciężko mi było to powiedzieć, ale nie mogłam być dla niej aż tak niemiła.
- Przepraszam. - powiedziałyśmy w tym samym momencie. Przez chwilę patrzyłyśmy się na siebie, a później wpadłyśmy sobie w ramiona. Katy zaczęła płakać, ogromne łzy spływały jej po policzku.
- No to co, idziemy na zjeżdżalnie? - uśmiechnęła się wycierając łzy.
- Oszalałaś? - zaśmiałam się.
- Nie. - mrugnęła okiem - Mówię w stu procentach na poważnie.
- OK. - odpowiedziałam szybko, a po chwili już biegłyśmy na naszą ulubioną, czerwoną ślizgawkę.
Wbiegłyśmy po mokrych schodach, usiadłyśmy na samej górze i zjechałyśmy krzycząc ze szczęścia. Następnie wpadłyśmy do lodowatej wody.
Pływajłyśmy w największym z basenów. Po około godzinie poszłam się osuszyć i ogrzać, ponieważ było mi już zimno. Chwilę mnie nie było, ale wróciłam, usiadłam na plastikowej ławce otulona w ciepły ręcznik.
- Zdejmuj to i wskakuj do wody! - krzyknęła Katy.
- Na razie nie, ale jeszcze skorzystam z kąpieli - odrzekłam.
Siedząc wpatrywałam się w małe dzieci bawiące się w brodziku. Jeszcze parę lat temu też byłam taka malutka... tak, jakby to było wczoraj. Dość długo tak sobie "bujałam w obłokach". W pewnej chwili, gdy już byłam cała sucha poczułam, że ktoś mnie podniósł i ze mną na rękach kieruję się w stronę jednego ze zbiorników. To był Bill. Zaczęłam z nim rozmawiać.
- O, cześć Bill. - uśmiechnęłam się - Możesz mnie odstawić na podłogę? - spytałam.
- Hej Jenny, niestety, przykro mi odstawię cię dopiero w wodzie - rzekł robawiony.
- Co!? - pisnęłam - Nie! Nie! Nie! Błagam, nie! - podniosłam głos, ale to było na nic, ani się spostrzegłam i już znajdowałam się w chłodnej wodzie. Po wynurzeniu słyszałam tylko jego śmiech, a chwilę później zostałam oblana, bo B zachciało się skoczyć to zbiornika.
- Nie masz wyobraźni. - burknęłam.
- Oczywiście, że mam. Nwet nie wiesz, jak dobrą. - zażartował. Nie miałam ochoty na żarty. Skierowałam się do drabinki.
- Zaczekaj. - prosił.
- Po co? - odwróciłam się.
- Chcę z tobą porozmawiać. - wyszeptał - W tym stroju wyglądasz genialnie - uniósł prawy kącik ust.
- Dzięki, czyli to chciałeś mi powiedzieć? Mogę już iść? - podniosłam brew.
- Nie, to nie to... Chciałem wyznać ci to już na balu, ale jakoś nie było okazji - niepewnie oznajmił.
- Możesz szybciej? - pośpieszyłam go.
- Tak, tak. Jen... Bardzo... Bardzo mi się podobasz.- wyszeptał zawstydzony.
Nie mogłam w to uwierzyć! JA PODOBAM SIĘ BILLOWI!?!?!!???




Od autorki:
Cześć!!! <3 Co myślicie o Bill'u? Czy zakochał się na poważnie, czy tylko na chwilę? Czy to wypali? Piszcie! Jutro postatam się napisać kolejny rozdział, ale nie obiecuję, bo może pójdę na basen i nie będzie mnie całe popołudnie
Pozdrawiam!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Każdy incydent ma swoje konsekwencje. Czasem są one większe, czasem mniejsze, ale zawsze jakieś. Miałam jutro iść z Liz na basen, ale przez to co zrobiłam chyba nie ma mowy, że kiedykolwiek wyjdę z domu...
Gdy tylko wróciłam dziś po szkole usłyszałam długie kazanie na temat samodzielnego wymierzania kary. Okazało się, że mama Katy dzwoniła do mojej.
- Jenny Anabello Rose, tłumacz mi się! - usłyszałam jej głos, gdy tylko przekroczyłam próg domu.
- Mamo daj spokój, nie mam dobrego humoru... - odpowiedziałam.
- Niestety nie obchodzi mnie to. Amanda do mnie dzwoniła, wiesz może w jakiej sprawie? - zapytała.
- Wiem, wiem, nigdy więcej tego nie zrobię, ale Katy mogła uważać. Gdyby mnie nie prowokowała to nic by się jej nie stało, o ile cokolwiek się stało. Poza tym mogła zrobić unik. - powiedziałam patrząc mamie w oczy.
- Kochanie, dlaczego ty mi to robisz? Już przerabiałyśmy ten temat. Obiecaj, że to się nie powtórzy, OK? - chwyciła mnie za ramię.
- OK mamo, przepraszam. - uśmiechnęłam się do niej.
- No! Moja mała, słodziutka dziewczynka! - chwyciła mnie za policzek tak, jak babcia Natasha.
- Mamo... - zwróciłam jej uwagę.
- Poza tym ja też bym tak łatwo nie oddała chłopaka. - odrzekła oddalając się do pokoju. - Moja krew, moja krew... - usłyszałam, jak mama cicho mówi sama do siebie.
- Ale skąd wiesz? - mocno zdziwiona spytałam.
- Kochanie, następnym razem alebo lepiej schowaj pamiętnik, albo załóż zamek w drzwiach do swojego pokoju. - usłyszałam rozbawiony głos dochodzący z kuchni.
Nawet nie wiedziałam, jak bardzo mam fajną mamę. Nie pomyślałam, że ujdzie mi to na sucho. Niestety bez kary nie mogło się obejść...
- Kotku, słuchaj w ramach kary jutro idziesz ze mną nna basen. - powiedziała mama.
- Ale jak to? Przecież mówiłam ci, że się umówiłam z Liz... - odpowiedziałam szybko.
- Pączuszku. Nie mówię, że musimy iść same... Możesz zaprosić kogo tylko chcesz. - odrzekła.




Od autorki:
Rozdział trochę lepszy Napisanu z nudów... Jeśli znajdziecie jakieś błędy (ortograficzne, językowe itp.) to strasznie przepraszam.
Pozdrawiam gorąco!
 

 
Dziś w szkole dziwnie się czułam, panowała tam nieswoja atmosfera. Poczułam to już na samym początku, gdy wchodziłam przez główne drzwi do budynku. Jak zawsze skierowałam się w stronę szafek. Wyciągnęłam kluczyk z tylnej kieszeni spodni, włorzyłam go do kłudki i przekręciłam. Wzięłam podręcznik do Matematyki i poszłam pod salę, w której miały zacząć się za chwilę zajęcia. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedna osoba, która popsuła mi humor na resztę tego dobrze zapowiadającego się dnia. Była to Katy, moja BYŁA przyjaciółka. Od wczorajszego dnia już nigdy nie chciałam jej widzieć co było niemożliwe, ponieważ chodziłyśmy do tej samej klasy. Pięć minut do dzwonka podeszła do mnie i chciała rozmawiać. Ciekawa byłam co chce mi powiedzieć.
- Jenny, ogromnie mi przykro! - rzuciła podbiegając do mnie.
- To chyba dobrze, co? - syknęłam.
- Daj spokój przecież ty go nawet nie kochasz... - odrzekła, a moja cierpliwość się kończyła. Nie miałam zamiaru być już tą miłą Jen.
- Ty daj mi spokój i w ogóle odwal się, bo mnie denerwujesz! - moja odpowiedź miała zabrzmieć groźnie, ale jak zwykle wszystko musiałam popsuć tym jakże pięknym językiem i nerwowym tonem...
- JJ, uspokój się - rzekła próbując się nie śmiać - Za chwilę o tym zapomnimy i wszystko będzie tak, jak kiedyś. - mrugnęła okiem uwierzytalniając swoją wypowiedź, ale ja wiedziałam, że nic już nie będzie takie jak kiedyś. - Poza tym John serio dobrze całuje! - no nie! Co to ma być!? Srio!? Już wcześniej prawie nie wytrzymałam! Teraz przegięła!
Niestety poniosły mnie nerwy... Nie chcąc dalej słuchać jaki to mój były, którego szczerze kochałam jest boski uderzyłam ją w twarz. To było niekontrolowane! Taki odruch... Ale zasłużyła sobie!

Teraz wiem, że nie miałam prawdziwej przyjaciółki poza tą jedyną - Liz. Zawsze przy mnie była, zawsze mnie wspierała. Dobrze, że teraz się pogodziłyśmy.

Poza tym incydendtem nic innego się nie stało. Dzień, jak każdy inny. Po lekcjach Linzy tłumaczyła mi temat z fizyki, bo nic z niego nie rozumiałam. Zawsze dobrze mi szło, ale dziś, chyba przez rozdrażnienie nie mogłam się skupić.
- No to co, rozumiesz już? - zapytała. Nadal nie wiedziałam o co chodzi, ponieważ jej nie słuchałam. Cały czas myślałam o Katy i Johnie...
- Mhm, tak. - odpowiedziałam zamyślona.
- Jen. Wiem, że mnie nie słuchasz. - westchnęła zamykając książkę i uśmiechając się.
- Przepraszam, ale dziś chyba nie dam rady... - nadal myśląc odrzekłam.
- OK. Mów, co się stało? - podniosła brew i oparła brodę na dłoni.
- Nic, nic...- nie chciałam jej mówić, bo od razu pół szkoły by o tym wiedziało.
- A właśnie, że coś. Mów. Ja nikomu nie powiem. - spoważniała, więc chyba jej zależało na tym.
- John i Katy... - i powiedziałam jej całą historię. Nie musiałam, ale jakoś po tym zrobiło mi się lepiej. Ulżyło mi.
Linzy tylko się zaśmiała i powiedziała, że dobrze zrobiłam dając jej w twarz. Później rozmawiałyśmy przez chwilę, a następnie Liz znów zaczęła mi tłumaczyć ten temat z fizyki.




Od autorki:
Kolejny nudny rozdział... Przepraszam, przepraszam, przepraszam!!! Po przeczytaniu tego kolejny raz stwierdzam, że to beznadzieja. No cóż pomylone, ale może ujdzie w tłumie. Z góry przepraszam za błędy (ortograficzne, językowe itd.).
Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Jenny ma 14 lat. Jest zakochana w Johnie, niestety, on nie zauważa dziewczyny i chodzi z jej największym wrogiem - Linzy, która przed paroma laty była najlepszą przyjaciółką Rose. Jen* ma dwoje przyjaciół - Michael'a i Katy.
Jenny w końcu udaje się zwrócić na siebie uwagę John'a, który zakochuje się w niej i zrywa z Linzy. Dziewczyna w międzyczasie obchodzi swoje 15 urodziny. Otrzymuje naszyjnik od nie znajomego, żegna się z John'em, poznaje Nelly... Po wielu przejściach takich jak zerwanie z chłopakiem, koniec przyjaźni z Katy, wybaczenie Linzy, zranienie William'a (jej drugiej wielkiej miłości) i litrów wylanych łez w końcu udaje się jej odnaleźć miłość i dochodzi do równowagi, ale czy na pewno? Przekonamy się w następnym rozdziale


_____________________________________________________________
* Jen - główna bohaterka obdarzona tym zdrobnieniem, przez Linzy.




Od autorki:
Macie tu streszczenie całej historii Jenny Rose. Celowo nie odblokowałam poprzednich wpisów, ponieważ nie podobają mi się oraz z lenistwa, bo to strasznie dużo klikania
Pozdrawiam
 

 



Dziękuję Ari za niesamowite tła
  • awatar La Cafeine.: Candice ♥ + zapraszam do siebie, nowy wpis
  • awatar Pamiętnik Jenny Rose: @кѕιężиι¢zкα ღ, @moda oczami Klaudii, @gość: :)
  • awatar Gość: @кѕιężиι¢zкα ღ @moda oczami Klaudii: też tak twierdzę :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*3 godziny przed letnim balem*
John nie był zadowolony z tego powodu, że idę na bal z B. Niestety. Gdyby on mnie wcześniej zaprosił to nie było by się o co złościć.
*letni bal*
Czekałam na B przed szkołą, była godzina 20:30, nie czekałam, dlatego że się spóźniał, ale dlatego że ja zbyt wcześnie wyszłam z domu. Nie wiem czy to był John, ale przemknął mi przed oczami chłopak bardzo do niego podobny. No, ale to nie mógł być on, bo mówił, że nie idzie. Po 15 minutach zbędnego czekania przyszedł Bill.
- Cześć. - uśmiechnął się - Nie umówiliśmy się na 20:45? Bo jeśli wcześniej to strasznie cię przepraszam. - powiedział.
- Hej - odwzajemniłam uśmiech - Nie, ja zbyt wcześnie przeszłam. - mrugnęłam okiem.
- Świetnie wyglądasz! - jego usta przybrały wyraz zszokowanego, chyba myślał, że nie mogę wyglądać ładnie. - Nie wiedziałem, że przyjdziesz tak pięknie ubrana. - zaśmiał się.
- Dzięki! - pokazałam mu język i się zaśmiałam - Ty też wyglądasz genialnie. - powiedziałam.
- No to co, idziemy? - zapytał
- Oczywiście - usmiechnęłam się.
W środku było dużo ludzi i grała głośna muzyka.
- Mogę prosić do tańca? - zapytał B, śmiesznie to zabrzmiało.
- Tak - odpowiedziałam.
Tańczyłam z Bill'em chyba godzinę. Było świetnie. Powiedziałam B, żeby na mnie poczekał i skierowałam się w stronę łazienki. Gdy szłam wąskim koryrarzem usłyszałam, głosy. Gdy dochodziłam do łazienek zobaczyłam coś okropnego! John całował się z jakąś dziewczyną! Nie mogłam w to uwierzyć!
- Cześć John - mój głos się załamywał, a łzy spływały po policzkach.
- Jenny!? Co ty tu robisz!? - zszokowany i przestraszony zapytał.
- Chciałam poprawić makijaż i dzięki temu zobaczyłam jaki jesteś. - chciałam powiedzieć więcej, ale przez łzy, które lały się strumieniami ograniczyłam się do wypowiedzenia tych kilku słów.
- Ja ci to wszystko wytłumaczę... - próbował powiedzieć, ale ja go już nie słuchałam. Chciałam zobaczyć kim była ta raniąca mnie dziewczyna. Nie mogłam uwierzyć widząc twarz Katy! To było dla mnie za dużo. Bez słowa uciekłam na salę, do Bill'a.
- Bill, strasznie cię przepraszam, ale ja już pójdę do domu. - powiedziałam cała zapłakana
- Jenny, co się stało? - zapytał zmartwiony.
- John, Katy, przy toalecie... Oni się całował! - odrzekłam.
- Spokojnie, Jenny. - próbował mnie uspokoić - Uspokój się.
Nie wiem, jak on to zrobił, ale po chwili przestałam płakać. Ostatnie łzy spływały po moich policzkach. Coś mi kazało przytulić B i właśnie to zrobiłam.
Chwilę później oddzieliłam się od niego, a on na mnie spojrzał i się uśmiechnął. Po chwili przyszedł John. Bałam się milion razy bardziej niż wtedy, kiedy Bill na żarty zasłonił mi oczy.
- Chcę ci wszystko wytłumaczyć. - powiedział zdyszany John. - Chciałam mu odpowiedzieć, ale B postawił się za mną.
- Odczep sie od niej w końcu! Najpierw zniszczyłeś jej relacje z Linzy, później z William'em, teraz niszczysz jej przyjaźń z Katy, ją także niszczysz! Za chwilę ona wyląduje w psychiatryku! - opadła mi szczęka! John'owi tak samo!
- Jenny wybieraj! Ja czy on? - Zadał pytanie
- Wiesz co John? Nie chcę ciebie znać! Za żadne skarby bym cię nie wybrała. - John otworzył szeroko oczy, odwrócił się na pięcie, a ja zaczęłam się śmiać.
- No, no. dzielna jesteś - pochwalił mnie B. - Może zatańczymy?... - chyba chciał coś powiedziać, ale nie zdążył. Pocałowałam go, bo tak mi kazało sumienie


Od autorki:
Oto pierwszy opublikowany wpis. Przełamałam się i tak jakoś wyszło. Wiem, że wpis jest taki sobie i zrozumiem, jeśli komuś, a nawet większości się nie spodoba. Proszę bez złośliwych komentarzy. Chciałam także przeprosić za ewentualne błędy, które mogą się pojawić, bo jestem tylko człowiekiem
(Wiem, że nie jesteście w temacie, bo to mój kolejny post. Postaram się w najbliższym czasie napisać streszczenie, tak abyście wiedzieli mniej więcej o co chodzi).
Pozdrawiam!!
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.